Kolega z ferii

bi historie

To była niezwykle piękna zima, śnieżna, a jednak słoneczna. Doskonała pora na ferie, wyjazd na narty ze znajomymi. Ja, moja dziewczyna Marta i jej dwoje przyjaciół wybraliśmy się wspólnie w góry. Co prawda nie znałem za dobrze znajomych Marty, ale cieszyłem się na wyjazd. Czekałem na niego niemal cały rok. Uwielbiam góry, zwłaszcza zimą, kiedy szczyty pokryte są śniegiem. Nie chodzi nawet o samą jazdę na nartach – lubię chodzić po ośnieżonych, lesistych pagórkach, czując, jak uchodzi ze mnie cały stres nagromadzony podczas roku.

Już pierwszego wieczora okazało się, że pomysł był doskonały – znajomi Marty, Kamil i Dawid, mieli świetne poczucie humoru, dobrze się z nimi rozmawiało. Posiedzieliśmy wspólnie przy kominku, pijąc grzane wino i rozmawiając o wypadzie na stok następnego dnia. Najbardziej bez wątpienia polubiłem Kamila. Okazał się moją bratnią duszą – rozmawiając z nim, miałem wrażenie, że doskonale mnie rozumie, że patrzymy na świat tak samo. No i, choć przyznałem się do tego jedynie w duchu, był nieziemsko przystojny. Byliśmy z Martą już od dwóch lat, jednak wiedziała, że pociągają mnie także mężczyźni, nie gniewała się na mnie, gdy od czasu do czasu zdarzył mi się przelotny flirt. Wiedziała, że zawsze wrócę do niej – kochaliśmy się. Wolałem jednak nie wspominać jej o mojej fascynacji Kamilem – w końcu był jej przyjacielem.

Jednak dni na wyjeździe mijały szybko, aż nadszedł moment powrotu. Gdy się żegnaliśmy, Kamil wcisnął mi w dłoń kawałek papieru. Dopiero w domu odczytałem, co na nim napisał. To było sześć cyfr. Jego numer telefonu.

Zadzwoniłem do niego po trzech dniach i umówiliśmy się na najbliższy weekend. Przyszedłem wtedy do niego – mieszkał sam w niewielkim, przytulnym mieszkaniu na trzecim piętrze. Na początku oboje czuliśmy się wyraźnie niezręcznie, jednak niebawem nastrój, jaki zapamiętałem z ferii, powrócił. Oglądaliśmy razem film, czułem ciepło jego nogi przy mojej. To było hipnotyzujące, to poczucie pozornie banalnej bliskości. Położył dłoń na moim kolanie, gdy oparłem głowę na jego ramieniu. To było bardzo przyjemne. Drugą dłonią muskał moją szyję, przyprawiając mnie o dreszcz. Chciałem zbliżyć się do niego bardziej, poczuć każdy milimetr jego ciała… Był niezwykle podniecający, kiedy siedział tak blisko mnie w swojej niedopiętej niebieskiej koszuli, podkreślającej kolor jego oczu. Byłem tak blisko, że czułem zapach jego perfum i proszku do prania. Przytuliłem swój polik do jego, i poczułem, jak przesuwa wargami po linii mojej żuchwy… Pocałował mnie tak delikatnie, jakby spodziewał się, że go odepchnę. Miał ciepłe, miękkie usta, a jego pocałunek był jak dotyk chłodnej wody w upalny dzień. Poddałem się mu, zapominając o całym świecie. Całowaliśmy się powoli, namiętnie, smakując każdej chwili. Tak zresztą wyglądał cały wieczór – gorący i słodki, niespieszny. Kamil zdejmował ze mnie koszulę, szczupłymi palcami muskając tors, rozpinał pasek, ściągał spodnie, wciąż dotykając mnie, niby to mimochodem, opuszkami palców. Kiedy położył się na mnie, poczułem twarde, męskie ciało, jego siłę, a zarazem delikatność. Brał mnie od tyłu, tak delikatnie, że mogłem w pełni skupić się na każdym jego ruchu. Czułem, jaki był twardy z pożądania, jak rozpychał mnie od środka, ruszał się rytmicznie w przód i w tył, niczym fale przypływu i odpływu, ściągające mnie za sobą w głąb morza… Dawno nie było mi tak dobrze. Marta lubiła spokojny seks, jednak to zawsze byłem dominujący w łóżku. Teraz, kiedy czułem silne, męskie ciało, przyciskające mnie do kanapy i przejmujące nade mną kontrolę, nie mogłem powstrzymać spazmów rozkoszy. Czułem, jak mężczyzna dochodzi we mnie, jak zalewa mnie od środka i byłem bliski omdlenia z rozkoszy. Dawno nie czułem się tak zaspokojony.

Czasami nadal widujemy się z Kamilem. Żaden z nas nie czuje potrzeby nazywania tego, co nas łączy. Jesteśmy szczęśliwi, zachowując ten stan rzeczy. Mamy cudowny seks, a nasze spotkania są źródłem nie tylko rozkoszy, ale też czystej radości z powodu przebywania ze sobą nawzajem. Kto wie, może kiedyś uda nam się zaaranżować spotkanie we trójkę, z Martą…